Sunday, 11 September 2016

7-8/2016 summum summer

Lato mnie rozleniwiło, pod każdym względem. Szyłam, nie powiem, ale prawie wyłącznie pod presją. Projektów dla czystej przyjemności powstało niewiele - choć w głowie pomysłów nie brak. Myślę, że trochę wynika to z tego, że nie miałam poczucia, że czegoś mi brakuje, szafa pełna, jest się w co ubrać, więc nie ma musu. Może też ta presja mnie zmęczyła i teraz trudno mi podejść do maszyny - serio, serio. Na stole leży wyproszony t-shirt dla Lubego, który męczę już 3 dni. Chyba nastąpiło ogólne zmęczenie materiału, jak dotąd porządnych wakacji nie miałam. Jeszcze kilka nieobfotografowanych projektów mam do pokazania, ale dziś w ramach podsumowania lata chciałam wam opowiedzieć o tym, jak to co już widzieliście się nosi. Co było moim hitem lata, a co nie za bardzo jednak się sprawdziło. 


Do przewidzenia było, że granatowa spódnica z połowy koła będzie noszona na okrągło. Sukces tej spódnicy to nie tylko klasyczna forma i mój ulubiony kolor, ale przede wszystkim dobór tkaniny. Lejąca, delikatna, przewiewna góra daje poczucie lekkości, troszkę cięższa i sztywniejsza podszewka dyktuje formę. Bardzo dobrze się sprawdziła nawet w upały. A poza tym tak łatwo ją stylizować, idealnie wygląda z płaskimi sandałkami i obcisłym topem. W zależności od dodatków może być elegancko lub codziennie, a nawet boho. W chłodniejsze dni bardzo chętnie nosiłam siostrzany projekt czyli granatową retro kieckę. Do jeansów najczęściej wkładałam moje wiosenne koszule z krótkim rękawkiem. Najfajniejsze jest to, że to ubrania całoroczne i nie muszę się z nimi żegnać jesienią.

Monday, 29 August 2016

last summer dress


Proszę Państwa oto druga sukienka (pierwsza tu) z gorącego numeru Fashion Style z selekcją szałowych wykrojów sukienkowych! Impreza mnie trochę zaskoczyła i musiałam szybko ogarnąć jakąś kreację wyjściowo-taneczną. Nie miałam czasu na bieganie po sklepach z tkaninami ani wirtualne zamawianie, więc po prostu zanurkowałam w moich zbiorach - nie tak wielkich w końcu, bo przecież wciąż uwalniam! W ręce wpadła mi jedna z pierwszych tkanin, jakie w życiu kupiłam. Jasno szary len, lekko impregnowany na srebrno. Cóż, nie jest to najlepsza tkanina sukienkowa (ale, ale nie tylko ja wpadłam na "genialny" pomysł szycia sukienki wyjściowej z lnu, o proszę jakie cudo), pewnie dlatego przeleżała tyle czasu w szafie, ale jakoś mi się złożyła w całość z tym modelem i zabrałam się za krojenie.

Dla bezpieczeństwa wykroiłam rozmiar 40, następnym razem jednak użyję rozmiaru 38. Musiałam zrobić dwie konkretne poprawki, zbieżne z tymi które zresztą zawsze muszę robić w kieckach z Burdy (cóż, to nie Burda jest zła, to ja!;). Tak więc -2 cm pod paszkami i ok. -4cm przy tylnym dekolcie (a i tak troszkę mi się tam zgufrowało). Mimo tego że elementów składowych tu mamy sporo, a  także różnych rogów, zaokrągleń i innych haczyków, to całość szyło się bardzo przyjemnie i sprawnie. Wszystko się ładnie poschodziło.


This is my last summer dress this year. It was a last minute project, very quick and spontaneous. Just before a wedding of my friend I realized that I needed a new dress. I didn’t have time for shopping fabric, so I checked my stash and decided to use this shining grey linen. Linen? Quite controversial choice for a party dress, don’t you think? But I am not alone, check this amazing dress made by Anneke Caramin.  It was a great occasion to try this very interesting KnipMode (Fashion Syle) pattern. I love construction of this dress! Unfortunately I didn’t have enough time to make it perfect. A few little pattern adjustment and next version will be ideal.   

Happy sewing! 
Kasia

Wednesday, 24 August 2016

quilting #2: pillows

Patchwork mnie wciągnął. Po moim pierwszym projekcie nie mogłam się doczekać, kiedy nadarzy się okazja, by wziąć się za coś nowego. Sierpniowy ślub koleżanki zainspirował mnie do wykorzystania reszty tkanin, która została mi po kołderce dla Julki. 


Strasznie mi było przykro, że te piękności tak się marnują i szczerze mówiąc troszkę chodziło mi po głowie wykorzystać je na poszewki na poduszki dla siebie, ale... nie wiem, jak wy, ale jak mam uszyć coś  po prostu ładnego dla siebie do domy, to zwlekam i odwlekam, ile się da. Ubrania są mi niezbędne, ładne poduszki już nie tak bardzo. Za to poduszki dla młodej pary powstały w ekspresowym tempie. Szycie z intencją jest dla mnie zawsze źródłem wielkiej energii twórczej. Po prostu lubię szyć ładne rzeczy dla innych i patchwork jest stanowczo techniką, w której można się wyżyć artystycznie.