Monday, 10 December 2018

self-drafted #3: faux suede skirt



szycie spódnicy

Dawno tu nie było własnej konstrukcji. Po kursie, w którym brałam udział prawie dwa lata temu, udało mi się opublikować tylko dwa projekty (kwiecista, romantyczna sukienka, ulubione jeansy). A potem trochę to zginęło w pięknym życiowym zamieszaniu. Teraz powoli wracam do tematu, odkopuję notatki, szukam nowych źródeł, a przede wszystkim wykorzystuję w praktyce.  Dzisiaj o prostej, ale dość efektownej (moim zdaniem!) spódnicy. Bo nie ma lepszego sposobu na uszycie idealnej kreacji, jak własna konstrukcja od podstaw!

Wszystko zaczęło się od tkaniny. Kilkanaście miesięcy temu w second handzie wpadł mi w ręce kawałek brązowego sztucznego rozciągliwego zamszu. Od razu pomyślałam - prosta spódnica! Oczywiście musiał odleżeć swoje zanim na poważnie siadłam do projektu, może dlatego że spódnica, którą miałam na myśli nie do końca wpisywała się w moją ówczesną wizję idealnej garderoby, w  której królowały spódnice midi cięte z połowy koła. Paradoksalnie będąc w ciąży, przekonałam się, że mogę super się czuć w ubraniach przy ciele i na zimę mam ochotę szyć tylko takie spódnice. I tak, dzierżąc w dłoni milutki kawałek tkaniny, zaczęłam szukać inspiracji i wykrojów. 

Sunday, 11 November 2018

wide-leg pants

Dzisiejszy post został zainspirowany przez dyskusje toczące się wokół tegorocznego Slow Fashion October (@slowfashionoctober). Tym razem Karen zachęcała uczestników do przejrzenia szaf i poszukania efektywnego sposobu kreowania mądrej - pełnej ubrań, które współgrają ze sobą -  garderoby. Moja szafa została uporządkowana we wrześniu, przy okazji pierwszego załamania pogody. Nie czułam potrzeby robienia tego kolejny raz, ale podążyłam za dalszymi instrukcjami. 

Karen na początek proponowała podzielenie całej zawartości szafy na trzy grupy: "tak", "nie", "może". W mojej szafie po licznych redukcjach, latach wstrzemięźliwości zakupowej oraz szycia pozostały tylko ubrania, które chcę zachować. Jednak część z tych rzeczy wymaga naprawy bądź poprawek. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy (zmiany w pracy, ciąża, dziecko, remont) nie miałam za wiele mentalnej przestrzeni, by skupić się na świadomym tworzeniu perfekcyjnej garderoby (nie jestem też pewna, czy perfekcyjna jest w moim przypadku właściwym przymiotnikiem;). Ciąża zmusiła mnie do zakupienia kilku gotowych ubrań i muszę powiedzieć, że było to naprawdę dziwne doświadczenie. Roszek ma już prawie 10 miesięcy, moje ciało szczęśliwie wróciło do normy, a ja przygotowuję się powoli do powrotu do pracy. Między innymi próbuję ogarnąć moją szafę.  

[Eng] Hello Everyone! Today I want to show you outfit inspired by the discussion around @slowfashionoctober. This year Karen encouraged us to clean up our closets and look for the better way to slowly create a wardrobe that really works. I cleaned up my closet in September and I didn't feel like I need to repeat the process in October. She advised us to divide all clothes into three groups "yes", "no", "maybe". 
My wardrobe is full of "yes-es" but many of them need to be fixed or adjusted. The thing is that past two years were full of big changes for me (job, pregnancy, baby, big renovation) and didn't have a mental space to focus on creating a great and conscious wardrobe. During pregnancy, I was forced to purchase a few RTW items and it was a really weird experience (after two or three years of not buying clothes!). Now my boy is 10 months old, my body has bounced back and I am preparing to return to work. That includes creating a proper wardrobe that really works. 

Wednesday, 31 October 2018

#zerowaste 7-9/2018 czyli sukcesy i porażki

Jakiś czas temu złapałam się na tym, że sklejam dziurę w foliówce, w której przyszła do nas paczka, bo uznałam, że przecież bez sensu wyrzucać, skoro można skleić i zużyć np. na śmieci. To był właśnie moment, w którym uświadomiłam sobie, że w moim myśleniu o śmieciach, plastiku, planecie zaszło coś nieodwracalnego. Proszę Państwa, tak, idea #zerowaste wprowadza zmiany w mózgu. Nie to, że idzie nam to życie bez śmieci, bez plastiku jakoś gładko, bo stanowczo wciąż się potykamy na podstawach. Ale coś zakiełkowało, coś nie pozwala być obojętnym, coś każe drążyć temat.


Moje podstawy odbiegają nieco od tego, co się poleca początkującym. Nie będę pisać, że zrezygnowałam z kawy na wynos w papierowych kubeczkach, bo zrobiłam to wieki temu z zupełnie innych powodów. Albo, że zamieniłam plastikowe słomki na metalowe. Paczka słomek kupiona na imprezę 5 lat temu wciąż leży w szafce zużyta do połowy. Taki jest u nas przerób słomek. Szmacianą torbę na zakupy noszę ze sobą od lat, bo tak jest po prostu wygodniej. Z pakietu podstawowego prawdziwą zmianą u nas jest rezygnacja z napojów w plastikowych butelkach i jest to dosłownie przejście z wody mineralnej na kranową (mamy również dzbanek filtrujący, ale używamy go sporadycznie w tej chwili, raczej jak mamy gości, co się kranówy boją).