Thursday, 28 February 2013

co dziś na lunch?

Lunch. Słowo klucz każdego pracusia. Codziennie zmagam się z pytaniami, co zjeść, za ile, czy to aby zdrowe? Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że pracuję w centrum i wokół jest mnóstwo knajpek, barów, restauracji. Mogę zjeść obiady domowe (to nie mój faworyt), hindusa, chińczyka (ze 4 wersje), włocha (j.w.), czeka na mnie również kuchnia eko oraz bardzo SlowFood od hiposterów. Dwie ostatnie propozycje przynajmniej z założenia są zdrowe, ale czy ja w to wierzę? Nie do końca. Gorzej mam mój Miły, w okolicach jego pracy króluje kebab. To i czynnik ekonomiczny (14-24 zł x 21 dni!!!???) skłania mnie do gotowania w domu na wynos. Robię to dość regularnie: makarony, sałatki, czasem zupy, ryże itd. Z zasady staram się nie używać półproduktów, więc jest dość zdrowo. Ale zawsze przecież można zdrowiej.
Od dawna przymierzam się do trzech zmian: więcej kasz, więcej soków wyciskanych w domu, więcej samodzielnie wyhodowanych ziół i kiełków. Ostatnio udał mi się zrealizować dwa pierwsze postulaty. Po długim namyślaniu się, jaką sokowirówkę kupić, w końcu wyłudziłam starego Philipsa od rodziców, bo najwyraźniej mojej mamie się już znudziło. I wiecie co? Prawie codziennie robię soki! Po pół litra w buteleczce po wodzie do pracy. Po południu daje więcej energii, niż trzecia, czwarta kawa. Co do kasz to odkryłam dla siebie kaszę gryczaną białą (czyli nieprażoną). Pycha! Tak więc kaszka z sałatką z marchewki (recykling wiórków, które zostały po wyciskaniu soku), orzechów nerkowych, soli i odrobiny oliwy, do tego owoce. Smacznego!




No comments:

Post a Comment

Wasze komentarze są dla mnie źródłem radości i inspiracji! Dziękuję!