Thursday, 22 May 2014

MeMadeMay'14 & and a quick refashion

Nie sądziłam, że udział w wyzwaniu społeczności szyciowej może przynieść tyle zabawy i korzyści. Jakoś byłam oporna wobec wszystkich sewalongów, sama nie wiem czemu. MeMadeMay nie jest wyzwaniem prostym dla początkującej krawcowej - cały miesiąc we własnych uszytkach. Moje tegoroczne postanowienie to tydzień roboczy we własnoręcznie uszytych ubraniach. Weekendy spędzam głównie w skałach albo na panelu, a garderoby wspinaczkowej (dla siebie) jeszcze nie uszyłam, ale myślę nad tym intensywnie. Ogólnie nie należę do osób, które muszą co rusz prezentować się w nowym stroju. Wręcz lubię powtarzalność, a jak którąś sukienkę pokocham, to zanoszę do przetarcia. No ale, jak już człowiek sobie codziennie cyka fotkę, to ma ochotę, żeby było na niej coś innego i zaczyna się przeszukiwanie szafy: co ja jeszcze uszyłam? czego nie skończyłam? co tu można by naprawić? Bardzo to mobilizujące. 


after


I am not 'I-need-a-new-dress-every-day' kind of person. On the contrary, I can wear the same clothes all week, if I like it. But now I take a photo of my garments every day and I don't want to be boring :) So during third week of MMM'14 I am intensively looking trough my wardrobe: what more I've sewn? what can I finish? What can I fix? So this is it – a floral dress. I made it in November, the proof here. It's based on Burda pattern (#121 11/2012). On the beginning I finished it with black cotton ribbon. After several washings I have founded a little whole near neckline. I was going to fix it, but I preferred sew something new. Till Sunday. I cut off old ribbon and I made a neckline bigger. This time I used a yellow double-fold bias tape and I was as precise as possible. I hope it will hold on.
 
Tym sposobem dochodzimy do dzisiejszej kwiecistej sukienki. Uszyłam ją późną jesienią, czego dowód  tutaj. Taka byłam wtedy zapracowana i zdeprecjonowana pogodą, że zapomniałam dokończyć posta i cokolwiek o projekcie napisać. Mogę to dziś nadrobić. Sukienka powstała na bazie modelu nr 121  z Burdy (11/2012). Zrezygnowałam z rękawów, choć je skroiłam, ale ostatecznie uznałam, że co za dużo kwiatów, to niezdrowo i wykończyłam wszystko czarną bawełnianą taśmą. Efekt bardzo mi się podobał, a sukienka zasiliła zimową garderobę. Niestety po którymś praniu moja jakże profesjonalnie wszyta taśma zaczęła odchodzić od tkaniny, tworząc przy dekolcie dziurę. Miałam to naprawić, ale wolałam szyć nowe sukienki. Aż do niedzieli, kiedy przeszukiwałam szafę w poszukiwaniu "nowego" stroju na MMM'14. Szczęśliwie w szufladzie leżały metry żółtej lamówki. Odcięłam starą, przy okazji powiększając trochę dekolt, bo jednak wydawał mi się troszkę za bardzo "pod szyję". Tym razem zachowałam wszelkie zasady sztuki i mam nadzieję, że będzie się trzymać.  



before
after

1 comment:

Wasze komentarze są dla mnie źródłem radości i inspiracji! Dziękuję!