Sunday, 24 January 2016

kitchen apron



Dzisiaj coś zupełnie z innej beczki. Nieczęsto biorę się za szycie domowe. Jeszcze się żadną poduszką czy ściereczką nie skalałam. Przyczyna jest prosta, na ten moment niczego mi nie brakuje. Pewnie mogłabym mieć ładniejsze ściereczki, ale wolę najpierw zużyć, to co mam. Ot! taka praktyczna jestem. Jakiś czas temu spojrzałam na mój ulubiony kuchenny fartuch i stwierdziłam, że czas na coś nowego. Cóż nic prostszego! Sieć jest pełna wspaniałych inspiracji!


Hi Everyone! Happy Sunday! Today I have something different for you. I am not actually home decor sewist. I don’t sew pillows, baskets or tea towels. It doesn’t mean that I don’t care about beauty of my home. I care a lot. And this is a reason why I try to minimalize all my home mess. At some point in my life I decided not to buy or made more things for my home. No more nice cups, new curtains, sweet boxes, even books (we have very good libraries in Warsaw) etc. But time to time when I really, really need something I make an exception.

Wszystko pięknie, ale zupełnie nie rozumiem, po co mi jasny lniany fartuch? Ochronić przed tłuszczem, to mnie może jeszcze ochroni, ale przecież ja go za Chiny Tureckie nie dopiorę. Nawet mój poprzedni - wzorzysty - fartuch po kilku miesiącach zmienił się w jedną wielką plamę. Pomysł na laminowany, nieprzemakalny fartuch ściągnęłam z niemowlęcych śliniaczków, które z takich materiałów robi się już powszechnie. Sprawdza się świetnie! No i udało mi się choć trochę - zakupionej już wieki temu w niezwykle korzystnej promocji! - tkaniny laminowanej uwolnić. Wersję żółtą uszyłam dla siebie, a zielono-czarną na prezent.

Jak Wam się podobają? Idę pogotować!

Miłego szycia!


I was thinking about new apron for a while. For someone who sew dresses it isn’t a great sewing challenge. I had a proper form in my mind, but I wasn’t sure about fabric. I wanted something what stay clean for a long time. I don’t really understand idea of white kitchen apron. In the end I borrowed idea from a laminated baby bib. These beautiful fabrics was waiting in my stash for a long time and I was happy to make something of it. The yellow one is for me, the green one is a gift. 

Happy Sewing!





8 comments:

  1. Bardzo fajny pomysł i fajne fartuchy :) Ja mam taki, który jest jedną wielką plamą (uszyty) ale raczej go nie wyrzucę ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! Trochę już te fartuch przetestowałam i muszę powiedzieć, że się nieźle sprawdza. A ja wcale nie zachęcam do wyrzucania fartuchów ;) moją wielką plamę trzymałam w kuchni nieprzyzwoicie długo.

      Delete
  2. Fartuszki są odjazdowe! I praktyczne :). Ale powiem Ci, że najbardziej mnie chyba urzekły zdjęcia :). Są idealne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję Kasiu za miłe słowa. No starałam się, żeby były ciekawe ;) Przyznam, że lubię pozować z owocami ;)

      Delete
  3. świetne te fartuchy - moim faworytem jest żółty :)

    ReplyDelete
  4. Dobry pomysł z nieprzemakalnością. Tylko czy te wszystkie plamy nie ześlizgną się na podłogę? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, cóż pewnie się trochę ześlizgną... ale w kuchni nie mam perskich dywanów, tylko glazurę, ona też jest nieprzemakalna ;)

      Delete

Wasze komentarze są dla mnie źródłem radości i inspiracji! Dziękuję!