Sunday, 22 July 2018

bags & co.

Macierzyństwo stawia przed kobietą wiele nowych wyzwań, jedne są wzniosłe, inne - bardziej prozaiczne. Jak na przykład: "gdzie do cholery pomieścić te wszystkie pieluchy, ubranka, grzechotki i jeszcze kilka moich niezbędnych gadżetów"? Co więcej, jak wszystko spakować na wyjście tak, by w razie potrzeby z łatwością wydobyć to, czego akurat w danym momencie potrzebujemy? Roch właśnie wchodzi w drugie półrocze swego życia, a ja mogę nazwać się "doświadczoną" matką, więc opowiem wam dzisiaj o moich przygodach transportowych. 

Odpowiedź mogłaby być bardzo prosta, kup se babo porządną torbę do wózka, z milionem przegródek itd. Ale po pierwsze, wózek to u nas tylko od wielkiego dzwonu odpalamy, głównie w chwilach wielkiego relaksu i zapomnienia, by w większości przypadków wracać po 15 minutach na sygnale do domu. Marzę, by moje dziecko zechciało trochę w spokoju w wózku poleżeć. Może ze 2-3 godzinne spacery w wózku odbyliśmy odkąd Roch skończył 2 miesiące. Wózek parzy w śliczną dupkę i tyle. Tak więc chustujemy się, a do chusty torbiszcze wózkowe zupełnie nie pasuje, i estetycznie, i funcjonalnie. Po drugie, nie honor mi torbę kupować, skoro mogę uszyć. Po trzecie, moje doświadczenie pokazują, że ten milion przegródek to niekoniecznie rozwiązanie dla mnie, bo zakłada, że jednak grzeczne odkładanie wszystkiego na miejsce.


My baby boy is now 6 month old and I feel like an “experienced” mom. On this occasion I want to show you a few bags I made lately. At the beginning I need to explain that my son doesn't like baby carriage. Most frequently I use babywearing wraps. It is a great way to carry a baby but figuring out how to carry all baby's accessories with you when you have your baby on you already can be challenging. In the end for me the best way is the easiest one: big bag. But during past few month I sew and try a backpack, a belt-back and a bag organizer. It was very fun and creative sewing adventure for me. I've never been accessories kind of sewer, now I am loving it and I want more. It is also a great way to use all fabric lestovers. I am very proud becouse I sewed all these stuff from my stash and most of these fabric were secondhanded. So #zerowastesewing rules!  

Choć nie mogę powiedzieć, czarowi przegródek uległam, bo w końcu naoglądałam się tych przecudnych zdjęć na Printereście. Najbardziej spodobała mi się idea organizera do torebki. Świetny pomysł, bo przecież od czasu do czasu potrzebna jest zmiana, a z takim organizerem tylko hyc przerzucam zawartość do nowej torby. Mój organizer przyjął formę prostokątnego koszyczka z naszytymi na ściankach kieszonkami różnej wielkości. Wrzucałam go do torby,  potem plecaka, ale ostatecznie szybko się zorientowałam, że korzystam przede wszystkim z dwóch głównych komór. Najfajniej się sprawdził podczas naszego pobytu w szpitalu, pomagał utrzymać porządek, łatwo też było w nim przenosić wszystkie potrzebne rzeczy poza salę. Myślę, że warto mieć taki sprzęt na wszelkie wyjazdy. Czasem wrzucałam go również do koszyka wózka. Natomiast jako organizer do torby, sprawdził się średnio.


Im częściej nosiłam Rocha w chuście, tym częściej czułam, że muszę jakieś lepsze rozwiązanie torbowe wymyślić. Do kangurka najczęściej nosi się worko-plecak. Swój uszyłam z poszewki na poduszkę zakupionej w lumpeksie. Oczarował mnie ten żakard w misie i wiedziałam, że muszę z niego stworzyć jakieś około dziecięce akcesorium. Wszyłam podszewkę z dwiema kieszeniami wewnętrznymi,  wykonałam dziurki za pomocą napownicy, a ze starego paska zrobiłam szelki. #zerowaste jak się patrzy. Całkiem to fajne i pojemne rozwiązanie, ale brakuje mi tu szybkiego dostępu do drobiazgów takich jak telefon czy portfel.
Tu powstała idea nerki, którą uszyłam według wykroju udostępnionego przez niezastąpioną joankę-z. Do kompletu powstał pokrowiec na matę do jogi, a wszystko to z małej zasłonki kupionej kiedyś w second handzie. Nerka jest świetna, ale jak mam dziecię zamotane na brzuchu, to wcale mi szybkiego dostępu nie zapewnia. Pewnie, będzie bardziej funkcjonalnie, gdy mały pójdzie na plecy.
I tu dochodzimy do momentu,w  którym przyznaję się sama przed sobą, że "jestem babą z wielką torbą", wyciągam z zapasów cudny kawałeczek bawełnianego żakardu i szyję prostą torbę wyposażoną w podszewkę i dwie wewnętrzne kieszenie, dzięki którym nie zgubią mi się w jej czeluściach klucze, czy telefon. Organizer leży sobie na przewijaku, a ja pieluchy i dodatki wrzucam po prostu do bawełnianego woreczka, drugi mam na małe zabaweczki, reszta gałganów wala się luzem.
Niezła epopeja co? Jeszcze nigdy tylu toreb nie uszyłam w tak krótkim czasie. Ba! W ogóle w całym swoim szyciowym życiu. Wciągnęłam się i mam ochotę na więcej. Tym bardziej, że to super sposób na wykorzystanie rozlicznych kawałeczków materiałów, które zalegają po szafach. Opowiedzcie mi o swoich ulubionych torbach, co czyni je wyjątkowymi? Chcę się zainspirować do dalszych eksperymentów. 

4 comments:

  1. Faktycznie niezłą kolekcje juz stworzyłas :) tez uwielbiam takie wielkie torby/worki... plecak w misie extra!! No i oczywiście synek uroczy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. trochę to w sprzeczności z moją drogą do minimalizmu, ale traktuje też to jako takie małe ćwiczenie krawieckie :)

      Delete
  2. Torba jest super nie tylko dla wyprawy z małym, przyda się w przyszłości ale trzeba przyznać, że trochę ich uszyłaś, przyszłe mamy mogą skorzystać z doświadczenia i pomysłów. Ciekawa sprawa z tą chustą, mały czuje się w niej lepiej to znaczy, że tak ma być, ale noszenie dziecka i torby podręcznej sprawia, że fitnes Ci niepotrzebny.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  3. To się nazywa rzetelny test! ;)
    Ja najbardziej lubię pojemne torby, które na takie nie wyglądają. Tak żebym mogła wpakować 3 kg mąki i butelkę wody, a nie wyglądała jak juczny osioł ;)

    ReplyDelete

Wasze komentarze są dla mnie źródłem radości i inspiracji! Dziękuję!