Sunday, 25 March 2018

#zerowaste 2-3/2018

Moje ulubione projekty z kategorii uwalniam tkaniny.
Luty, luty i po lutym, a nawet prawie po marcu. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Atak zimy oraz druga runda szpitala trochę mnie powstrzymała w rozwijaniu zerowaste-owych nawyków. Na zakupy nie chodziłam, a zero waste w szpitalu jest po prostu niemożliwe ze względów higienicznych. Tak więc dziś będzie o zerowaste-owym szyciu. Tak, tak, czasu na myślenie to ja mam teraz sporo. Zainspirowałyście mnie swoimi wypowiedziami podczas wyzwania #zszyciawzięte @joulenki i postanowiłam podrążyć temat, jak w ramach naszego domowego szycia być może nie zero, ale less waste.


Jako domowe (i nie tylko, bo wiele z was prowadzi przecież większe lub mniejsze rękodzielnicze biznesy) krawcowe jesteśmy producentami odpadów tekstylnych. Wiedziałyście, że odpady i zużytki tekstylne stanowią 3% ogółu produkcji śmieci gospodarstw domowych? Z czego jedynie 10% podlega recyklingowi. A mogłoby o wiele więcej. Podejmujecie w ogóle refleksję nad tym, ile produkujecie śmieci szyjąc i co się z nimi dzieje. Co robicie ze ścinkami, nieudanymi projektami, resztkami tkanin? Czy myślicie o tym ile śmieci i zanieczyszczeń zostawia za sobą tkanina zanim do was trafi? Myślę, że obecny klimat w mediach społecznościowych bardzo sprzyja takim refleksjom i zmianom nawyków na lepsze. Co możemy zrobić, żeby zredukować produkcję śmieci w naszych domowych pracowniach:



1. Kupuj mniej - każdy zakup niesie za sobą ślad śmieciowy, paragony, faktury, opakowania, paliwo, odpadki produkcyjne. To, że jakiś śmieć nie trafia bezpośrednio do naszego domu, nie znaczy, że nie istnieje. Oczywiście nie zniechęcam was w ogóle do kupowania tkanin. Po to szyjemy, żeby tworzyć piękne, długowieczne stroje, a odpowiedniego efektu nie uzyskamy bez dobrej jakości tkaniny. Ale kupujmy z głową, najlepiej pod konkretny projekt. Szukajmy dobrych tkanin produkowanych lokalnie (chociaż w Europie, ograniczymy ślad węglowy), jeśli to możliwe organicznych. Wiem, że to trudne i często kosztowne. Ale prawdopodobnie na dłuższą metę inwestycja w jakość się opłaci.

Poza tym powiedzmy sobie szczerze, każda z nas ma w domu niezły zapas tkanin, którego nie jest w stanie przerobić. Zacznijmy tam.


2. Recyklingujmy - odzyskujmy tkaniny, suwaki, guziki ze starych ubrań oraz nieudanych projektów. To nie tylko ekologiczne, ale i ekonomiczne.

W 2013 dopiero zaczynałam szyć, jednym z pierwszych moich projektów było przerobienie szlafroka z second handu na sukienkę. Koślawy to był wyrób i długo w tym nie chodziłam. Przed śmietnikiem uchronił tę kieckę cudny hipisowski wzór. Będąc w ciąży wyciągnęłam tę kieckę z jakiś zakamarków i nosiłam jako ulubioną podomkę. A teraz dokonałam małej renowacji: w przedni szew wszyłam zamek błyskawiczny (też z second handu) i mam super domowy ciuch do karmienia. 


3. Upcyklingujmy i naprawiajmy - dawajmy nowego życie starym ubraniom, niedokończonym projektom. Wykorzystajmy nasze umiejętności do naprawiania starych ubrań i akcesoriów. To super pole dla rozwoju naszej kreatywności.
Ścinki ze styczniowego szycia skończyły jako wypełnienie do wałka - separatora między łóżkiem a dostawką Rocha - oraz wielorazowych czyścidupek :)

4. Zbierajmy ścinki oraz nitki i wykorzystujmy je do wypychania poduszek, pluszaków itp.

5. Ograniczmy zużycie papieru, dbajmy o już stworzone wykroje, by móc je wykorzystać raz jeszcze, używajmy papieru z odzysku do wydruków. Kupujmy tylko te magazyny z wykrojami, które rzeczywiście są nam potrzebne.

6. Spróbujmy oddać / sprzedać / wymienić, to co nam jest niepotrzebne. Wykorzystajmy do tego np. grupy facebookowe (szyciowe lub zero waste'owe).


Wiem, że zmiany nawyków bywają trudne, czasem łatwiej jest w grupie. Dla mnie bardzo rozwijające są różnego rodzaju wyzwania organizowane przez koleżanki blogerki. Poniżej kilka wyzwań/wydarzeń, które mogą pomóc w rozwijaniu wrażliwości śmieciowej.

  • Uwalniam tkanin - co prawda akcja ta niestety umarła, a u jej podstaw leżała walka ze "szmatoholizmem" nie ekologia czy zero waste, ale jakoś nie mogę jej pominąć. Przyłączenie się do tej zabawy miało na mnie bardzo duży wpływ, przede wszystkim pomogło mi wypracować dyscyplinę zakupową już na początku mojej przygody z szyciem. Myślę, że trochę kontynuacją tej tradycji jest wyzwanie joanki z.  Po co to kupiłam?. Z ciekawością przyglądam się jej zmaganiom ze stosem nagromadzonych tkanin i ubrań do przeróbki. Warto wiedzieć, że działa również Facebook-owa grupa Po co to kupiłam?  (taka grupa wsparcia, również miejsce wymian tkanin).
  • #makeyourstash - na Instagramie można się przyłączyć do wyzwania w podobnym duchu, które organizuje PilarBear. Zasady są proste: szyjemy ubrania, które będziemy kochać i nosić z tkanin, które mamy przynajmniej od 6 miesięcy, a to wszystko między marcem a majem. 
  • Upcyklingowy rok - to wyzwanie, którego gospodynią jest autorka bloga Na nowo śmieci . Nie jest to wyzwanie stricte szyciowe, ale myślę, że krawcowe mogą w nim pięknie zabłysnąć. Co miesiąc pojawia się nowy temat, w marcu króluje ogród. 
  •  #slowfashionoctober - października czekam z utęsknieniem, bo wtedy na Instagramie toczą się piękne dyskusje w okół slow fashion, zawsze inspirujące i ubogacające. 
  • A tuż przed nami FASHION REVOLUTION WEEK (23-29 kwietnia 2018), warto obserwować hashtag #whomademyclothes i może zastanowić się, kto produkuje tkaniny, z których szyjemy. 
Tyle ode mnie na dziś, zaraz kwiecień mnie zastanie. Życzę wam cudownych świąt i prawdziwej wiosny!

Kasia




7 comments:

  1. Świetny post! Przerabianie nienoszonych uszytków wciąga. Trzeba tylko cierpliwości i chęci do kombinowania, bo mimo wszystko szyje się inaczej niż z kawałka tkaniny.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, przeróbki to zupełnie inna sztuka niż szycie od podstaw z nowej tkaniny. Trzeba się nagłowić, żeby wyszło coś super, ale moim zdaniem warto. Często też takie przeróbki niosą nas w stronę bardzo kreatywnych rozwiązań.

      Delete
  2. Kasiu jak ja Cię podziwiam za to podejście ! Też bym tak chciała, lecz brakuje mi czasu i cierpliwości. Niestety gdybym zbierała wszystkie ścinki po uszytych rzeczach to bym utonęła wśród tych ścinków. Dużo gazet z wykrojami muszę/chcę/ pragnę mieć bo traktuję to jako inspiracje. Oddaję jedynie ubrania do PCK , lub bliskim kiedy chcę się ich pozbyć ze swojej szafy. No i - ogólnie nie lubię mieć zbyt dużo ( stąd też to wyrzucanie...) bo nadmiar mnie przytłacza. W pewnym sensie staram się przemyśleć zawsze swoje zakupy, ale czasami kończy się to zupełnie zbędnymi bublami. I choć myślę o środowisku i staram się w miarę możliwości mu nie szkodzić, to niestety nie mogę pochwalić się takim godnym podziwu podejściem jak Ty. Ale dla Ciebie - brawo, moja droga. I zdrówka, by szpitali było jak najmniej :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No z tymi ścinkami to mam teraz trochę łatwiej, bo szyję o wiele mniej (chwilowo!) niż dawniej. Ale bardzo się zdziwiłam, ile ścinków potrzeba na jeden mały wałek. Więc zbieram dalej. Moim zdaniem, najważniejsze to zacząć myśleć o tych wszystkich śmieciach, jak nam to w głowę raz wejdzie, człowiek powoli sam zaczyna się podświadomie ograniczać. My też nie lubimy się zawalać rzeczami :) ale pozbywać się też można z głową. Ja np. ostatnio oddałam pakiecik gazet z wykrojami i innych przyborów koleżance, która właśnie zakupiła maszynę i zaczyna przygodę z szyciem.

      Delete
  3. Twoje podejście do świata mnie zauroczyło, ja nie patrzę w ten sposób i pora się trochę ogarnąć, mam dużo rzeczy ale tez dużo wydaję jest ciągła rotacja, kupuję sporadycznie i szybko się nudzę. Pora coś zmienić w życiu i tak przyszły u mnie bardzo duże zmiany ale może i trzeba zmienić nawyki :) Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  4. Cześć,
    Super wpis. Sama właśnie przygotowuję podobny, bo kupowałabym nowe materiały tonami.
    A trzeba dbać o środowisko, zwłaszcza, że czasem nie wymaga to wielkiej pracy.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    ReplyDelete
  5. Ja też staram się żyć w duchu zero waste i przyznaję, jest to nielada wyzwanie. Jeśli chodzi o szycie to dużo rzeczy recyclinguję lub upcyclinguję, wręcz uwielbiam to :)!

    ReplyDelete

Wasze komentarze są dla mnie źródłem radości i inspiracji! Dziękuję!